San Damiano - Centrym Franciszkańskie - Duszpasterstwo młodzieży i powołań<

Rozterki i samotność

Niedoszły asyski rycerz, nosząc w sobie dotychczasowe przeżycia, zaczął poszukiwać ich głębszego sensu. Nie wiadomo, czy szukając nowych wrażeń, czy odpowiedzi na pojawiające się rozterki, jeszcze tego samego roku udał się jako pielgrzym do Rzymu. Tam, przy grobie św. Piotra Apostoła, zobaczył wielu innych pielgrzymów, którzy wrzucali tam swoje mizerne datki. Franciszek tak był tym poruszony, że bez chwili wahania wrzucił całą garść srebrnych monet. 

Wydaje się, że dopiero w Wiecznym Mieście pełnym kontrastów dostrzegł to, czego dotąd nie za-uważał, albo nie chciał w pełni świadomie zobaczyć w Asyżu. Żebracy, chorzy, kalecy – to był widok, który dotknął do żywego jego duszy. Sam przebrał się w żebraczy łachman i zaczął prosić o jałmużnę – jak dodają świadectwa – po francusku. 

Droga powrotna do Asyżu – ponad sto pięćdziesiąt kilometrów – była z pewnością okazją do głębszych przemyśleń. Rodzinne miasto wydało mu się zupełnie inne. Sam zaczął szukać miejsc odosobnionych, w których oddawał się medytacji i modlitwie. Wśród tych pełnych wewnętrznego poruszenia i niejasności miało miejsce wydarzenie, które stało punktem odniesienia dla Franciszka, decydującym momentem w jego procesie nawrócenia: spotkanie z trędowatymi. I choć wcześniej ci budzili w nim wymiotny odruch, w wydarzeniu tym – naznaczonym Bożą interwencją, ale i wymagającym od Franciszka niezwykłej odwagi i woli przełamania – doświadczył czegoś zupełnie nowego: to co dotąd było gorzkie, stało się słodyczą. W okolicach jego rodzinnego miasta było kilka leprozoriów. Udawał się w te miejsca, by posługiwać biednym, oszpeconym ludziom wyrzuconym poza nawias społeczeństwa, opuszczonym, głodnym, czekającym na śmierć. Rodzice zaś byli coraz bardziej zaniepokojeni, nie rozumiejąc więcej niż wyraźnych zmian w postawie syna.

Pogrążony w rozmyślaniach i modlitwie chodził po zaniedbanych i opuszczonych niewielkich świątyniach, którymi była usłana dolina u podnóży góry Subasio. W kościółku San Damiano jego uwagę przyciągnął bizantyjski krucyfiks, który dziś znajduje się w bazylice św. Klary. Wtedy w czasie modlitwy Jezus z krzyża przemówił do niego słowami: „Franciszku, idź i odbuduj mój kościół”. Rzeczywiście ta nieduża świątynia, w której miało miejsce zdarzenie, wymagała poważnych prac. Franciszek dla zdobycia potrzebnych funduszy, sprzedał tkaniny swego ojca, co pogłębiło konflikt z rodzicem; ten nie rozumiał rozterek syna, a troska i niepokój o jego losy zaczęły przeradzać się w złość i agresję. Ostatecznie doszło do zerwania rodzinnych więzi. Samo wydarzenie miało charakter bezprecedensowy, kiedy to ojciec przywołał go przed biskupa z nadzieją wyjaśnienia sprawy, ale Franciszek oka-zał się zdecydowany w podjęciu nowej drogi życia i, zrzekając się własności ojca, oddał mu nawet swoje ubranie.

Biskup Gwido okazał się człowiekiem wielce roztropnym, służąc radą nawracającemu się młodzieńcowi. Ten napiętnowany i niezrozumiany przez środowisko wyruszył do Gubbio. Zatrzymał się jednak na kilka miesięcy w opactwie benedyktyńskim San Verecondo, gdzie pracował w kuchni jako pomywacz. Tam miał okazję przekonać się, że feudalne zależności znajdowały odzwierciedlenie także w strukturach kościelnych. Wiedział, że to nie było miejsce dla niego. Wyruszył więc dalej, do Gubbio, gdzie przyjął go jego dawny przyjaciel, najprawdopodobniej Federico Spadalunga, który ofiarował mu nowe odzienie. Franciszek postanowił wró-cić do Asyżu, by dokończyć rozpoczęte dzieło przy kościele San Damiano. Potem zabrał się za odnowienie dwóch innych jeszcze świątyń: San Pietro della Spina oraz kościółka Matki Bożej Anielskiej, nazywanego popularnie Porcjunkulą.

Minęły już ponad dwa lata, od kiedy porzucił przyjaciół i rozpoczął swoją tułaczkę. To był czas niezwykle trudny: prosić o jałmużnę na chleb, na kamienie do odbudowywanych murów świątyni czy na oliwę do lampki na ołtarz – i do tego w rodzinnym mieście. Wszystkie te doświadczenia służyły jego dogłębnej przemianie. Umacniał się w swoich postanowieniach, nawiedzał kościoły, spowiadał się, uczestniczył we mszy świętej, coraz lepiej rozumiejąc jej istotę, nabierał zaufania do kapłanów, których pytał o objaśnienie słów Ewangelii, wciąż wspomagał trędowatych i biednych, i sam żebrał. Zaczął też nawoływać innych do nawrócenia od kiedy – usłyszawszy fragment Ewangelii o rozesłaniu apostołów – nabrał przekonania, że jego powołaniem jest życie apostolskie. Znajomi przyglądali się mu uważnie, a większość z nich patrzyła na niego jak na człowieka obłąkanego, nie szczędząc mu obelg i różnego rodzaju poniżenia. Byli jednak i tacy, którzy nie wiedząc, co o tym myśleć, spoglądali nawet z podziwem, dopatrując się w nim i znaku dla siebie.


Fragmenty książki: Andrzej Zając "Święty Franciszek"; Wydawnictwo WAM, Kraków 2004
Subskrypcja

Newsletter

Wpisz swoje imię i adres e-mail jeżeli chcesz być informowany o najważniejszych wydarzeniach naszego Centrum.

Komu chcesz służyć?

Nasza galeria zdjęć


  • Konkurs "Mój św. Franciszek" - Szkoła w Poskwitowie

  • Kraków - "Z bratem Franciszkiem... stajemy się wolni!" - listopad 2007

  • Wędrówki po polskich Tatrach - Zakopane - lipiec - 2006

  • Spotkanie na Kalwarii Pacławskiej - sierpień 2006

  • Rekolekcje - Kraków - XI. 2005 - "Ku wolności!"

  • Kraków - "Z bratem Franciszkiem... stajemy się wolni!" - listopad 2010

  • Rekolekcje franciszkańskie - Zakopane - sierpień - 2006

  • Nasze spotkania - jesień i zima 2005

  • Ferie zimowe - Kalwaria Pacławska - luty 2006

  • Wakacje ze św. Franciszkiem 2004
zobacz więcej »