Bliżej nieba
Ostatnie lata Franciszka były naznaczone wielkim cierpieniem. Od początku, nie będąc zbyt silnej konstrukcji fizycznej, łatwo zapadał na zdrowiu, a jego przeżycia – od więzienia w Perugii począwszy, poprzez zimowe noce w szałasach czy grotach, aż po wycieńczającą pieszą wędrówkę do Hiszpanii – znacznie osłabiały jego organizm. Od lat cierpiał z powodu przewlekłej zimnicy, czyli malarii, która powodowała złe samopoczucie, bóle głowy, gorączkę, dreszcze.
Rok 1224 był dla niego szczególny. Wtedy – podobnie zresztą jak każdego roku – przeżywał czas postu ku czci Matki Bożej i św. Michała Archanioła: od 15 sierpnia do 29 września. Udał się na szczególnie umiłowaną górę Alwernię, którą w 1213 roku otrzymał od hrabiego Rolanda z Chiusi. Towarzyszył mu brat Leon, jego spowiednik i sekretarz. W połowie września miał cudowne przeżycie mistyczne, któremu – zgodnie z zapisem brata Leona – towarzyszyły «widzenie i przemówienie serafina, i wyrażenie stygmatów Chrystusa na jego ciele». Stygmatyzacja była wydarzeniem niezwykłym, dotąd niespotykanym. Franciszek w odpowiedzi na tak przedziwny znak ze strony Boga ułożył medytowane przez całe życie słowa uwielbienia, które własną ręką zapisał na pergaminie. Uwielbienie Boga Najwyższego to jeden z autografów Świętego zachowanych do dziś. Na drugiej stronie pergaminu zapisał Błogosławieństwo dla brata Leona, które było odpowiedzią na jego duchowe rozterki, jakie w tym czasie przeżywał. Otrzymawszy pergamin – pocieszony i umocniony – nosił go przy sobie jak najcenniejszą relikwię.
Jeszcze tego samego roku Franciszek – obolały, z wciąż łzawiącymi oczyma i z ranami stygmatów na rękach, stopach i boku – po powrocie do Porcjunkuli wyruszył już nie na własnych nogach, ale na ośle w nową podróż misyjną po Umbrii i Marchii. Kiedy powrócił, zatrzymał się przez kilka miesięcy przy klasztorze sióstr w San Damiano. Tam skomponował Pochwałę stworzeń, czyli inaczej mówiąc Pieśń słoneczną, do której później dodał dwie ostatnie strofy: o przebaczeniu i pojednaniu oraz o siostrze śmierci.
Kardynał Hugolin, wiedząc o jego stanie zdrowia, wezwał go do Rieti, gdzie miał się nim zająć papieski lekarz. W tych ostatnich miesiącach towarzyszył mu, wykazując szczególną troskę, brat Eliasz. Franciszek w duchu posłuszeństwa poddawał się kilkakrotnie okrutnym zabiegom lekarskim w Rieti, Fonte Colombo, San Fabriano, i w końcu w Sienie, ale nie przyniosły one żadnych rezultatów, a były bez wątpiennia źródłem nowych cierpień. Coraz bardziej wycieńczony wrócił do Asyżu, gdzie z troską został podjęty w pałacu biskupim. Rozstanie z tym światem chciał jednak przeżyć tam, gdzie zaczęła się jego ewangeliczna historia – przy umiłowanym kościółku Matki Bożej Anielskiej. Tak też się stało: zmarł tuż przy Porcjunkuli w nocy 3 października 1226 roku – leżąc nagi na ziemi z głową zwróconą ku niebu, choć z powodu ślepoty nie mógł już podziwiać ani gwiazd, ani księżyca – w towarzystwie braci i Jakobiny z Settesoli, oddanej rzymskiej arystokratki.
Następnego dnia jego ciało zostało przeniesione – z krótkim przystankiem przy klasztorze San Damiano, gdzie była Klara z siostrami – do Asyżu i pochowane w kościele św. Jerzego. W tym samym miejscu została pochowana i Klara w 1253 roku, choć Franciszka tam już nie było. Od 1260 roku znajduje się tam bazylika i klasztor św. Klary, a gdzie czczony jest krucyfiks z San Damiano.
Przyjaciel Franciszka i protektor zakonu, kardynał Hugolin po śmierci Honoriusza III w marcu 1227 roku został papieżem, obierając imię Grzegorza IX. On to w kwietniu 1228 roku ogłosił powszechną zbiórkę pieniędzy na budowę bazyliki, w której mogłoby spocząć ciało zakonodawcy oddanych Kościołowi braci mniejszych. Przygotowanie projektów i budowę obiektu powierzył bratu Eliaszowi z Kortony, który okazał się w tym dziele geniuszem. 16 lipca tego samego roku ubogi Brat z Asyżu, syn bogatego kupca, został kanonizowany, a uroczystościom przewodniczył sam papież Grzegorz IX w rodzinnym mieście Świętego. 25 marca 1230 roku ciało świętego Franciszka zostało przeniesione do nowej bazyliki jemu poświęconej, która z dnia na dzień poprzez wieki stawała się znakiem pokoju i dobra. I jest nim jakże dobitnie także dzisiaj.
Fragmenty książki: Andrzej Zając "Święty Franciszek"; Wydawnictwo WAM, Kraków 2004









