Brat Poverello i Maciek
Pewnego letniego i pięknego dnia, jak to zazwyczaj bywa o tej porze roku, młody chłopak wybrał się do lasu nazbierać jagód. Chłopak ten miał na imię Maciek. Chodził długo błąkając się tu i tam, szukając miejsca, gdzie mogłyby rosnąć te owoce. Obiecał bowiem sobie, że znajdzie tyle jagód, żeby napełnić wiaderko aż po brzegi. Chciał sprzedać te owoce, aby w ten sposób zrobić przyjemność swej starszej siostrze, która potrzebowała trochę pieniędzy na rzeczy potrzebne do nowej szkoły, którą miała zacząć od jesieni.
Nie namyślając się długo, postanowił wejść na pole i zerwać parę owoców. Nic strasznego nie mogło się stać. Wokoło nie było nikogo, a owoce pewnie i tak by się zmarnowały. W kilka chwil wiaderko zostało napełnione. Nagle usłyszał z daleka czyjeś kroki. Rozejrzał się i zobaczył człowieka, którego nie znał, ale wiele już o nim słyszał. Czasami opowiadano o nim w domu różne i dziwne rzeczy. Był to Franciszek, syn bogatego kupca z miasta.
Franciszek, właśnie przechadzał się wśród asyskich pól, podziwiając przyrodę i zachwycając się dobrocią Dobrego Boga. W ten sposób zazwyczaj dziękował za kolejny dzień otrzymany od Pana. Zobaczywszy chłopca zbierającego jagody, zatrzymał się przy nim. Maciek bardzo się przestraszył. Przyłapano go, a nie wiedział czego można się spodziewać po tym nieco dziwnym człowieku. Franciszek jednak, podszedłszy do niego, zaczął rozmowę. Od słowa do słowa i Maciek powiedział mu o wszystkim. O tym, że zakradł się na pole sąsiada, że chce sprzedać owoce i o siostrze, która wybiera się do nowej szkoły. Trochę się wstydził, trochę bał, ale w tym Franciszku było coś takiego, że chciało mu się powiedzieć o wszystkim. Wtedy Franciszek delikatnie zasugerował chłopcu, aby ten poszedł do sąsiada i opowiedział mu o wszystkim. On tymczasem poczeka tutaj na niego.
Maciek poszedł, chociaż trochę się bał. Gospodarz, zobaczywszy przez okno, że ktoś zbliża się do jego domu, wyszedł na podwórze. Chłopak powiedział mu o wszystkim. Gospodarz widząc strach chłopca i tym bardziej podziwiając jego odwagę, pochwalił go, że umiał się przyznać do błędu i nie tylko pozwolił mu zabrać jagody, ale sam kupił od niego połowę zebranych owoców. Szczęśliwy chłopak wrócił do Franciszka i opowiedział o wszystkim. Był tak podekscytowany całym zdarzeniem, że nie mógł się na początku wysłowić.
Wreszcie ruszyli w drogę. Szli razem i rozmawiali o życiu Franciszka. Ciekawość chłopaka zdawała się być nienasycona. Mąż Boży – Maciek wiedział, że tak czasami mówiono o jego towarzyszu – opowiadał mu o swoim nawróceniu, o dobroci Boga i życzliwości napotykanych ludzi. Najbardziej zdziwiło go, gdy Franciszek powiedział, że dopiero teraz jest wolny i szczęśliwy. Maciek pomyślał, że byłby chyba szczęśliwszy, gdyby jego rodzice mieli własny sklep i byli bogaci. Choć, z drugiej strony, kiedy przypomniał sobie to, co poczuł podczas spotkania z gospodarzem, sam już nie wiedział.
Gdy tak szli rozmawiając i zmagając się ze swymi myślami, nie zauważyli jak szybko zbliżyli się do domu chłopca. Franciszek poszedł dalej, a nasz bohater, wróciwszy do mieszkania, opowiedział o wszystkim rodzicom. Potem długo jeszcze zastanawiał się nad tym, co Mąż Boży mu powiedział.
br. Konrad / tictus









