San Damiano - Centrym Franciszkańskie - Duszpasterstwo młodzieży i powołań<

Oblicze Boga

Człowiek może nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele zależy od obrazu Boga, jaki nosi w sobie. Prawda o Bogu bowiem jest kluczowa. Podobnie i w życiu Franciszka właśnie od jego wyobrażenia o Bogu zależne były przybierane przez niego postawy. Wyobrażenie to jeszcze nie prawda, ale w wyobrażeniu prawda znajduje swoje odzwierciedlenie.  

Franciszkowe przeżycia, powodowane głębokim pragnieniem, stawały się niczym stopnie prowadzące do pełnego poznania Boga, którego wyobrażenie ulegało nieustannej przemianie. Jakiego Boga więc znał Franciszek? Z pewnością innego w dzieciństwie, innego u początków swego nawrócenia, innego jeszcze na Alwernii, gdzie to poznanie zdaje się znajdować swój punkt kulminacyjny. Trzeba jeszcze sprecyzować: nie chodzi tu przecież o innego Boga, ale raczej o różne Jego wyobrażenia; w rzeczywistości człowiek, jak i Franciszek, stoi zawsze przed tym samym Bogiem w Trójcy Jedynym.
Praktycznie całe średniowiecze charakteryzowała powszechna świadomość istnienia i działania Boga–Stwórcy, człowieka i świata, i do Niego starano się odnosić tak życie człowieka, jak i wszelkie jego poszukiwania. Człowiek tamtego czasu miał świadomość przynależności do Kościoła, odczuwał potrzebę uczestnictwa w świątecznej liturgii i innych celebracjach, wiedział, że do wszelkiej świętości należy podchodzić z szacunkiem i poszanowaniem, i nie zapominać także o czynieniu dzieł miłosierdzia. Tak też i Franciszek miał świadomość istnienia Boga, wyznawał wiarę w Niego, w niedziele chodził na mszę świętą, kiedy trzeba klękał, przed biskupem się kłaniał, i od czasu do czasu rzucał jakiś datek żebrakom.

Bóg ówczesnego Franciszka był przede wszystkim Bogiem wyznawanym, z którym kontakt ograniczał się w praktyce do kilku gestów: modlitwy czy jałmużny. Nie wydaje się to raczej dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że przeciętny człowiek znał wtedy Boga wielkiego, spoglądającego z wysoka na potomków Adama, który poprzez swą niewierność zasłużył sobie na karę, a całą ludzkość pozostawił w niedobrej kondycji. Choć w samej teologii po św. Bernardzie z Clairvaux wiele się zmieniło, w osobie Jezusa wciąż podkreślano Jego boskość, Jego człowieczeństwo zaś pozostawało jakby w cieniu. Z malowideł ściennych i z kazań wyzierał przede wszystkim potężny Król i Przywódca, Władca Wszechświata i Sędzia Najwyższy zasiadający na tronie. Pod Jego sztandarem wyruszały wyprawy krzyżowe i w Jego imię potępiani byli heretycy, których wtedy nie brakowało. Do takiego Boga człowiek więc podchodził z pewną dozą ostrożności, a może i z trwogą, jakby nie chcąc Go rozdrażnić.

Taki obraz Boga zaczął jednak ulegać przemianie. Kiedy Franciszek – z wrażliwością poety i rycerską szlachetnością (poetą i rycerzem pozostał do końca), po niełatwych przeżyciach peruskiego wiezienia, choroby, chwilach niezrozumienia ze strony ojca – zaczął poważniej już nieco spoglądać w przyszłość, odkrył, że Bóg z kościoła San Damiano mówi. Przecież ten głos usłyszał jeszcze pod Spoleto, skąd zawrócił, grzebiąc jednocześnie marzenia o rycerskiej sławie. Nie miał wątpliwości: Bóg to ktoś, kto woła. Wołanie to jednak nie było jeszcze do końca wyraźne, jasne, łatwe do zrozumienia. Dlatego modlił się o wiarę–nadzieję–miłość, przestrzeń, w której dokonuje się życie z Bogiem, o zrozumienie i poznanie – dla uchwycenia, przyjęcia i wypełnienia tego, czego Bóg od niego oczekiwał. Wiedział już bowiem, że Bóg jest dawcą nie tylko życia, ale i powołania, powierzycielem misji, Bogiem, w którym jest źródło wiary, nadziei i miłości, i światła, i mocy. Co więcej, okazało się że z tym Bogiem można było rozmawiać.

To jednak był dopiero początek. Franciszek zaczął odkrywać, że Bóg to trzy przedziwne Osoby, że Bóg ma oblicze. Nauczył się więc zwracać już nie tyle do Boga jako takiego, ale do każdej z trzech Boskich Osób. Zrozumiał, że to Pan Jezus Chrystus przez swój święty krzyż odkupił świat; że to Duch Pański (tak lubił mówić o Duchu Świętym) objawia prawdę o Bogu i sprawia, że człowiek może żyć w miłosnej relacji z Nim; że to Ojciec jest Najwyższym Dobrem, w Nim ma początek wszelka inicjatywa miłości i w Nim jest spełnienie wszelkich pragnień i ostateczny sens człowieka i stworzenia. Franciszek całym sobą zaczął wchodzić w tajemnicę Boga.

Odkrycie prawdy o Bogu w Trójcy Jedynym zrodziło w nim życiowe, egzystencjalne przekonanie, że – by dojść do Ojca, który zamieszkuje światłość niedostępną, aby móc oglądać Go bez zasłon, kochać i w radosnym zjednoczeniu cieszyć się Nim bez końca – trzeba wejść na drogę, którą jest Jezus i iść Jego śladami, aby stać się jak On we wszystkim, aby tak nauczyć się i przeżyć te same uczucia, które On żywił i żywi do swego Ojca. Franciszek zrozumiał, że w tym doświadczeniu nie chodzi o kolejny zwykły ludzki, nędzny, wysiłek, ale o Jego łaskę, która działa ze szczególną mocą tam, gdzie człowiek, wyzbywszy się własnych pragnień, żyje już tylko pragnieniami samego Boga, a autorem i sprawcą wewnętrznego dynamizmu miłości w człowieku jest Jego Duch. Tę prawdę Franciszek ujął zwięźle w swojej modlitwie:

Wszechmogący, wiekuisty, sprawiedliwy i miłosierny Boże, daj nam nędznym czynić dla Ciebie to, o czym wiemy, że tego chcesz, i chcieć zawsze tego, co się Tobie podoba, abyśmy wewnętrznie oczyszczeni, wewnętrznie oświeceni i rozpaleni ogniem Ducha Świętego, mogli iść śladami umiłowanego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, i dojść do Ciebie, Najwyższy, jedynie dzięki Twej łasce, który żyjesz i królujesz i odbierasz hołd w doskonałej Trójcy i prostej Jedności, Bóg wszechmogący przez wszystkie wieki wieków. Amen (LZ 50-52) .

Franciszek, dając się porwać tej przemieniającej mocy Bożego Ducha, zapatrzył się całym sobą w Jezusa, odwieczne Słowo Ojca, które Najwyższy zwiastował Pannie Maryi, z której to łona przyjęło prawdziwe ciało naszego człowieczeństwa i naszej ułomności. Z tego zapatrzenia pełnego miłości zrodziło się Franciszkowe upodobnienie do Tego, który jest Drogą–Prawdą–Życiem, czego szczególnym znakiem stały się stygmaty – niezwykły wyraz miłosnego dialogu człowieka z Bogiem. Franciszek wiedział, że nie ma innej drogi jak droga Jezusa: dlatego chciał być ubogi jak On, prosty jak On, pokorny jak On, radosny i ufny jak On, a w tym wszystkim posłuszny, bezgranicznie i w pełni poddany woli Temu, do którego na Alwerni wołał:
Ojcze Święty, Królu nieba i ziemi... Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro... Ty jesteś miłością, kochaniem; Ty jesteś mądrością, Ty jesteś pokorą, Ty jesteś cierpliwością, Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością, Ty jesteś bezpieczeństwem, Ty jesteś ukojeniem, Ty jesteś radością... Wielkim i przedziwnym Panem, Bogiem wszechmogącym, miłosiernym Zbawicielem (Uw).

Odkrycie prawdy o Ojcu zmienia Franciszkową perspektywę życia, tak jak prawda o Synu, który rodzi się z Dziewicy błogosławionej, świętej Maryi i ofiaruje siebie samego jako ofiara i żertwa na ołtarzu krzyża, zmienia kondycję człowieka i świata. Odkrycie tak istotnej prawdy prowadzi do innych odkryć, które w rzeczywistości są spojrzeniem przemienionych zmysłów, które dostrzegają głębię, realność i zawsze żywą nowość tego, co w Bogu zakorzenione.


Fragmenty książki: Andrzej Zając "Święty Franciszek"; Wydawnictwo WAM, Kraków 2004

 
Subskrypcja

Newsletter

Wpisz swoje imię i adres e-mail jeżeli chcesz być informowany o najważniejszych wydarzeniach naszego Centrum.

Komu chcesz służyć?

Nasza galeria zdjęć


  • Spotkanie "Rozeznajemy drogę!" - Rychwałd - maj 2006

  • Nasze spotkania - jesień i zima 2005

  • Spływ kajkowy Czarną Hańczą - wakacje 2006

  • Ferie zimowe - Kalwaria Pacławska - luty 2006

  • Spotkanie "Patrzeć oczami św. Franciszka" - Kraków - luty 2006

  • Wędrówki po polskich Tatrach - Zakopane - lipiec - 2006

  • Glogówek - spotkanie kandydatów do Zakonu - wrzesień 2005

  • Spotkanie na Kalwarii Pacławskiej - sierpień 2006

  • Boże Narodzenie 2005 w naszym Klasztorze i Seminarium

  • Pustelnia franciszkańska na Kalwarii - sierpień 2006
zobacz więcej »