Moja droga powołania

Moja droga powołania

Moja droga powołania – świadectwo jednego z braci

Jak powoływał mnie Pan Bóg? Cóż, całkiem nieskomplikowana historia! 😛 Wychowałem się w rodzinie wierzącej i praktykującej, ale nie jakoś bardzo aktywnie zaangażowanej w życie parafialnej wspólnoty. Rodzice mieszkali niedaleko franciszkanów, więc wychowałem się przy kościele, w którym posługiwali bracia. Tam byłem do pierwszej Komunii. Później zostałem ministrantem. Najpierw – takim na odległość, bo (przez dziecinną nieśmiałość) najbezpieczniej czułem się… na chórze! 😀 Potem „zszedłem” na ziemię. Urzekało mnie piękno i prostota liturgii. Byłem co raz bliżej ołtarza. Właściwie, drogę powołania można porównać do stawania co raz to bliżej jego środka. Byłem ministrantem, lektorem, ceremoniarzem. Potem „oddaliłem się”, poszedłem na postulat i nowicjat, by od nowa móc się do niego przybliżać w seminarium przyjmując kolejne posługi, święcenia diakonatu.

Z uwagi na fakt, że jestem jedynakiem, to miałem pośród ministrantów wiernych przyjaciół – takich pierwszych braci. Zresztą, są dla mnie nimi do dziś. I to właśnie przez pomoc jednego z nich Pan Bóg podszepnął mi: „możesz to robić całe życie”. Wtedy zupełnie nie odczytywałem tego w kontekście życia w Zakonie, a przez to służby Jemu i ludziom. On sam odkrył to przede mną po kilku latach. I dlatego kończąc ogólniak, zaraz po maturze, złożyłem papiery prosząc o przyjęcie w grono krakowskiej prowincji Braci Mniejszych Konwentualnych.

Z pewnością nie zdecydowałbym się na to, gdyby nie przykład życia zakonników tej w mojej rodzinnej parafii. Nie dotrwałbym też do dziś, gdyby nie braterskie wsparcie, wewnętrzna determinacja i postanowienie bycia wiernym Bożemu wezwaniu i swojej decyzji. Trudów nigdy Ci nie zabraknie. Ale nie braknie także łaski i prowadzenia przez Ducha Świętego.

Po długim czasie uświadomiłem sobie, że w ostatnich latach pobytu w rodzinnym domu tym, co niesamowicie mnie pociągało w posłudze przy ołtarzu była możliwość czytania Słowa. Wierzę, że w ten sposób sam Jezus, karmiąc mnie jednocześnie w każdej Eucharystii swoim Ciałem, umacniał też wypowiadanymi i słuchanymi przez mnie biblijnymi treściami. Bo słowo, które wychodzi z ust Jego, nie wraca do Niego bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciał, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 11). Amen!

Ps. Bądź dzielny bracie! 🙂